Piękno wystawy często nie odzwierciedla rzeczywistości. W prawdziwym życiu i telewizji nie brakuje wpadek, a ja miałam ich sporo. Uważam, że na błędach człowiek się uczy, ale tylko pod dwoma warunkami: po pierwsze, trzeba umieć się do nich przyznać, a po drugie, wyciągnąć wnioski – chociażby takie, że następnym razem lepiej się przygotujemy lub że nie pozwolimy, by opinie innych podważyły nasze poczucie pewności siebie, profesjonalizm czy kompetencje.
### Moje wpadki w radiu i telewizji
Kiedy zaczynałam pracę w radiu, popełniałam wiele błędów, głównie dlatego, że nie wiedziałam, jak się właściwie przygotować, a przede wszystkim bałam się pytać. Wydawało mi się, że dziennikarz to ktoś, kto wszystko wie. Dziś powiedziałabym, że dziennikarz to osoba, która potrafi zadawać odpowiednie pytania. Jako młoda reporterka, która pracowała w terenie i przygotowywała newsy z różnych wydarzeń, zostałam wysłana na koncert zespołu, którego nazwy dzisiaj już nie pamiętam. Muzycy byli uprzejmi i chętnie udzielili wywiadu, ale wstydziłam się zapytać ich o nazwisko, bo wydawało mi się, że powinnam je znać. Sprawdziłam więc informacje w internecie, ale to był błąd – okazało się, że pomyliłam członków zespołu i przypisałam rozmówcy tożsamość osoby, która od lat nie żyje. Myślałam, że zapadnę się pod ziemię ze wstydu, nie wspominając o ostrych słowach od przełożonych. Wyciągnęłam z tego lekcję – nawet jeśli kogoś znam, zawsze pytam o imię i nazwisko, bo może to nagranie będzie montować ktoś inny, kto nie będzie miał pojęcia, z kim ma do czynienia.
Druga moja spektakularna wpadka miała miejsce w telewizji. Z perspektywy czasu nie uważam jej za błąd, lecz za brak asertywności i bronienia swoich racji. Pracowałam wtedy w lokalnej telewizji i przygotowałam reportaż o naprawie dziur w drogach w moim rodzinnym mieście. To były drobne prace drogowe, a robotnicy zalewali dziury masą bitumiczną. Zrobiłam reportaż starannie, z wypowiedziami urzędnika i sondą wśród mieszkańców, ale kolega z pracy publicznie mnie wyśmiał, mówiąc, że temat jest żenujący. Byłam zdruzgotana i popłakałam się w domu. Dziś broniłabym swojego reportażu, bo misją dziennikarską jest być blisko ludzi, a dziury w jezdni mogą stanowić poważny problem, jeśli ktoś uszkodzi samochód. Nie pozwoliłabym już nikomu na wyśmiewanie mojej pracy, zwłaszcza gdy wiem, że robię coś wartościowego.
Kolejna wpadka była merytoryczna. Poszłam nieprzygotowana na relację na żywo w TVP3, która była transmitowana na cały kraj w TVP Info. Szef kazał mi nadawać na żywo od razu po przyjściu do redakcji, nie dając mi czasu na przygotowanie. Temat dotyczył osoby niesłusznie oskarżonej, a ja myliłam pojęcia i ledwo znałam zarys sprawy. Relacja była po prostu słaba, a widzowie niewiele się z niej dowiedzieli. To była moja wina – mogłam odmówić, powiedzieć, że nie będę mówić na temat, na który nie mam pojęcia. Przyznaję, połakomiłam się na pieniądze, bo transmisje na żywo na antenie ogólnopolskiej były najlepiej płatne, ale zapłaciłam za to moim dziennikarskim wizerunkiem. Nauka na przyszłość: na spontaniczne wystąpienia można sobie pozwolić, gdy zna się temat doskonale, ale w przypadku nieznanych zagadnień, lepiej się dobrze przygotować. Mogę mówić o telewizji i energetyce z tzw. buta, ale w przypadku prawniczych lub ekonomicznych tematów, przygotowanie jest niezbędne.
Jeśli chcesz uniknąć spektakularnych wpadek, moja rada jest prosta: pytaj i bądź przygotowany. To daje pewność siebie i przynajmniej szansę na to, że zrealizujesz relację na żywo czy inne wideo rzetelnie i dobrze. A to da Ci argumenty do obrony przed ewentualną krytyką.